Pani z warzywniaka na rogu, wydając mi resztę, powiedziała cicho: “Nie moja sprawa, ale pani męża widziałam w sobotę w Ikei z taką krótko ostrzyżoną, wybierali razem pościel”. Wieczorem zapytałam męża, co robił w sobotę. “Przecież mówiłem, byłem u Waldka na działce”.
Stałam przy ladzie z otwartą portmonetką i liczyłam drobne na pietruszkę i kilo jabłek, kiedy pani Hania nachyliła się nad wagą i ściszyła głos.
- Nie moja sprawa, ale… pani męża widziałam w sobotę w Ikei. Z taką krótko ostrzyżoną. Wybierali razem pościel.
Wsypała mi resztę do dłoni. Jedna moneta wyśliznęła mi się między palcami i potoczyła pod skrzynkę z ziemniakami. Nie schyliłam się po nią.
-
Pewnie się pani pomyliła – powiedziałam. Głos miałam zupełnie normalny. Za normalny.
-
Może – Hania wzruszyła ramionami, ale nie podniosła oczu znad wagi. – Ja tam z córką byłam po regał. Tylko że pana Ryszarda to ja znam, on u mnie od dwudziestu lat ogórki do
Dalsza część artykułu znajduje się na następnej stronie.