Reklama

Pani z warzywniaka na rogu, wydając mi resztę, powiedziała cicho: “Nie moja sprawa, ale pani męża widziałam w sobotę w Ikei z taką krótko ostrzyżoną, wybierali razem pościel”. Wieczorem zapytałam męża, co robił w sobotę

Reklama
Reklama
  • kiszenia bierze.

Wracałam przez Kozanów z siatką, która nagle ważyła chyba dziesięć kilo. Mijałam ławki pod kwitnącymi bzami, sąsiadkom mówiłam “dzień dobry” jak zawsze. A w głowie tylko jedno słowo: krótko ostrzyżona. Ja od trzydziestu lat noszę włosy do ramion, co sześć tygodni farbowane na kasztan, żeby siwizna nie wyłaziła.

Wieczorem Ryszard siedział przed telewizorem i oglądał skróty meczów. Postawiłam przed nim herbatę z cytryną, jak co wieczór od trzydziestu dwóch lat.

  • Rysiu, a co ty w sobotę robiłeś?

  • Przecież mówiłem – nawet nie odwrócił głowy. – Byłem u Waldka na działce. Altankę mu kryliśmy papą.

  • Cały dzień?

  • A jak? Papa to nie jest robota na godzinę, Jola.

Upił łyk i powiedział, że za słodka. Herbata była taka sama jak zawsze.

Nie spałam tej nocy. Leżałam, słuchałam jego równego oddechu i liczyłam. Mama zmarła w styczniu. Przez cztery lata, odkąd po pierwszym udarze przestała sama wstawać, codziennie po zmianie w aptece jechałam

Dalsza część artykułu znajduje się na następnej stronie.

Reklama
Reklama