go jeszcze w lutym i ciągle odkładałam, bo nie miałam siły patrzeć na ten wózek. Kiedy szukałam w schowku na drzwiach okularów przeciwsłonecznych, wypadł mi stamtąd zwinięty paragon.
Ikea Wrocław, sobota, 14:52. Komplet pościeli, bawełna, 200 na 220. Dwie poszewki. Lampka nocna.
Siedziałam na parkingu pod blokiem z tym paragonem na kolanach i myślałam, absurdalnie, tylko o jednym: my mamy kołdry 160 na 200. Od zawsze. Ta pościel nie pasowała do naszego łóżka. Ona była do innego łóżka.
W sobotę rano Ryszard wkładał w przedpokoju kurtkę.
- Jadę do Waldka. Wrócę na kolację.
Położyłam paragon na stole, obok jego kubka. Wygładziłam go dłonią.
- Ela mówi, że Waldek w zeszłą sobotę był w Opolu. Na chrzcinach.
Zatrzymał się z jedną ręką w rękawie. Długo tak stał. Potem zdjął kurtkę, powiesił ją z powrotem na wieszaku, starannie, jakby to było teraz najważniejsze, i usiadł naprzeciwko mnie. Ręce położył na stole. Duże, spracowane
Dalsza część artykułu znajduje się na następnej stronie.